Kiedy siedziałam sobie w jaskini,poczułam ochotę by się przejść.Szłam akurat koło domu Artura,więc postanowiłam do niego zajrzeć.Gdy weszłam do środa zamurowało mnie...Moje oczy były znów jaśniejsze,a ja bladsza...Podbiegłam do Artura.
-Artur!-krzyknęłam.Uklękłam przy nim.Był cały pocięty.Próbowałam mu pomóc magią,ale doszłam do wniosku,że kiedy jestem wampirem to nie mogę nic zrobić ani używać magii.Westchnęłam ciężko i ujęłam Artura za dłoń.Łzy spłynęły mi po policzkach.Nagle poczułam zapach krwi,który jak się zda nie był daleko.Był na stole.Zobaczyłam tamten list,w którym było napisane "Nina wypij krew z dzbanka. To Cię wyleczy".Nie tknęłam się tej krwi.Nie wiem czemu.Czułam,że nie mogę jej wypić.Musiałam pomóc Arturowi.Wrzuciłam go na łóżko (kiedy jestem wampirem jestem silniejsza) i otarłam rany zimną wodą.Nie chciało mi się spać,wręcz przeciwnie...Usłyszałam kroki i poczułam znajomy zapach...
-Luk!~pomyślałam.Wybiegłam przed jaskinię.
-Hej,piękna.-zadał z szyderczym uśmiechem.
-Zamknij się...-mruknęłam.
-Po co te nerwy?-zapytał.Podszedł bliżej.
-Nie zbliżaj się!-powiedziałam
-Jakaś taka blada jesteś.-po tych słowach,zamarłam...Przewróciłam go i szybkim krokiem rzuciłam o drzewo.
-Silna jesteś,ale nie tak bardzo jak ja.-zaśmiał się i popchnął mnie.Kopnęłam go w brzuch i wstałam.Obiegłam do dokoła niezauważalnie,po czym znów walnęłam o drzewo.
-Tylko na tyle cię stać?-spytał i rzucił mnie o skałę.Krew sączyła się z moich pleców.Jęknęłam cicho...
-Bałwan...-mruknęłam i podeszłam bliżej.
-Razem możemy podbić obóz moja droga.-zadał i odsunął mi włosy za ucho.Już miał mnie pocałować,lecz ja dałam mu w twarz.
-Idiotka...Jak chcesz.I tak prędzej czy później przyjdziesz do mnie na kolanach.-zapodał i odszedł.Wróciłam do jaskini.Zbliżał się świt.Oczy mi pociemniały,a karnacja była taka sama jak wcześniej.Kiedy tak siedziałam przy Arturze,usnęłam,a on obudził się.
Artur?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz